Chciałabym opowiedzieć o książce, którą ostatnio przeczytałam. Jej tytuł brzmi dość tajemniczo - "ZMROK". W Empiku przykuła moją uwagę swoją grubością i dość ładną okładką. Od razu pomyślałam, że to parodia słynnego „Zmierzchu” Stephenie Meyer. Opisy z tyłu potwierdziły słuszność moich przypuszczeń. Bez wahania ją wzięłam.
Nie znamy osoby, która napisała tę książkę. Wiem tylko, że „Zmrok”, a w oryginale „Nightlight: a parody”, powstał w piśmie satyrycznym „The Harvard Lampoon”. To najstarsza na świecie tego typu redakcja. Działa już od XIX wieku! Szczyci się też członkostwem wielu słynnych osób: Winston Churchill, Robin Williams, Paris Hilton czy zespołu Aerosmith. Autorstwo więc porządne.
Główną bohaterką jest Belle Goose, panna o „ciemnoblond włosach z czerwonawym odcieniem”, wyjątkowo bladą cerą i nieprzeciętną urodą (tak przynajmniej sama uważała). Już samo imię i nazwisko nawiązuje do oryginalnego dzieła, gdzie dziewczyna nazywała się Bella Swam, czyli Bella Łabędź.. Nie rozumiem tylko, dlaczego tego ptaka zmieniono na Gęś. Może przez podobieństwo tych zwierząt?
Nastolatka przeprowadza się do Switchblade, do swojego ojca. Tam poznaje wielu nowych kolegów. Jednak odchodzą na drugi plan, gdy spotyka zabójczo przystojnego EdwarTa Mullena. Zakochuje się w nim natychmiast. Z wzajemnością, oczywiście.
Belle zaintrygowało jego dziwne zachowanie. Dochodzi do wniosku, że Edwart jest wampirem. Od tego czasu stawia sobie nowy cel w życiu - zostać przez niego ukąszoną. Wszystko by się udało, gdyby nie jeden fakt: Mullen to zwykły człowiek ...
Dodam jeszcze, że po drodze tej fabuły przewinie się kilka prawdziwych wampirów. Parę romansów też.
Powieść uważam za beznadziejną! Nie znalazłam nic, co przykułoby moją uwagę. Jak to powiedział Roman Żurek w jednym ze swoich skeczy: „Zawiera ona same wady i minusy”.
Co mi się nie podobało?
• Styl wypowiedzi - totalna anarchia! Wszystko się plątało, toteż mało pamiętam z tego utworu.
• Bohaterowie - Belle denerwowała mnie swoim chamstwem i głupimi pomysłami, np. wstrzyknęła sobie do żył sok grejpfrutowy, żeby jej krew była bardziej smakowita. Edwarta przedstawiono jako ułomnego i powolnego chłopaka. Jak jego nazwisko wskazuje (Mullen, czyli muł). Nie wspomnę już o innych postaciach.
• Humor - zamiast się uśmiać, tylko łapałam się za głowę i przeklinałam pod nosem. Żarty co najmniej niezrozumiałe.
Harvard Lampoon bardzo mnie rozczarował. Nie polecam nikomu tej książki, chyba, że szuka czegoś na podpałkę. Czytanie jej to tylko strata czasu.